Cesarskie cięcie i kokcydia u szynszyli – WYWIAD ze Snow

Snow z forum-szynszyla.pl
Snow ze swoją szynszylą

Snow (Karolina) to studentka pedagogiki, pochodząca z Pruszkowa. W wolnych chwilach robi biżuterię – adres do jej strony znajdziecie klikając w zdjęcie z nią. Jej przygoda z szynszylami nie jest długa, lecz z pewnością bardzo ciekawa. Walka o zdrowie, a nawet o życie nowo narodzonych szynszyli.

U Szynszyla: Ile masz szynszyli, jaki jest ich wiek i jakiej są maści?

Snow: Moja przygoda z Szylkami zaczęła się 16 Grudnia 2012 roku, kiedy w moim domu zawitały Suzie i Lilka-Su, czarny aksamit, urodziła się we Wrześniu 2012, a Lila, beż heterozygotyczny w Październiku 2012. Kolejno w Kwietniu 2013 wybrałam się po Fruzię, ale zauroczyłam się również Rózią i nie mogłam bez niej odjechać. Fruzia to white wilson extreme mosaic, urodziła się w Czerwcu 2012, a Rózia jest pięknym brązowym aksamitem i urodziła się w Listopadzie 2011 roku.

Zuzia szynszyla

Zuzia była totalnie nieplanowana, ale zawitała u mnie w sierpniu 2013 roku, kiedy właścicielka, a jednocześnie osoba z mojej rodziny wyjechała za granicę. Zuzia ku mojemu ogromnemu zdziwieniu ze standarda (jak właścicielka opisywała), okazała się fioletem. Zuzia jest najstarsza, właścicielka ma ją od 2006 roku.

U Szynszyla: Wiem już, że masz 5 sztuk. Gdzie je wszystkie mieścisz? Takie stado wymaga chyba całego pokoju albo najlepiej mieszkania ;).

Snow: Obecnie mieszkam w domku jednorodzinnym, wraz z rodzicami. Mam własny pokój (coś około 47m2). Mam 2 klatki, które nie ukrywam zajmują sporo miejsca (w tym jedna, która stoi prawie na środku).

944762_696129090405647_179851902_n 20131202_225123m 20140305_214922

U Szynszyla: Czy nie miałaś problemu z połączeniem aż tylu samiczek? Samiczki słyną z tego, że są dosyć terytorialne.

Snow: Obecnie łączę całą 5 z marnym skutkiem, bo mam 3 agresorki. Tak więc, jedna się zbuntowała i mija już 5 miesiąc łączenia lasek. Zastosowałam metodę najbardziej ekstremalną – odłączyłam największą awanturnicę od wszelkiego kontaktu z resztą. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej.

U Szynszyla: To duże wyzwanie przed Tobą! I czemu akurat samiczki? Co o tym zadecydowało?

Snow: To akurat przypadek – wymarzyłam sobie czarną szynszylę i dlatego z Pruszkowa jechałam na fermę pod Mińsk Mazowiecki. Może podświadomie też myślałam o tym, że mój świętej pamięci szczurek, to samczyk? 😉

szynszyle

U Szynszyla: Jak takie duże stado wpływa na Twoje codzienne życie?

Snow: W sumie, to w domu mamy dużo zwierząt. My kochamy zwierzęta 🙂 Nie zmienia to w żaden sposób naszego trybu codziennego. Zawsze były u nas w domu gryzonie, więc my dostosowaliśmy się do ich trybu.

Zaczęło się od świnek, przerabiałam kolejno chomika (którego totalnie nie pamiętam), myszki, królika, szczura i obecnie mieszkają u nas szynszyle. Za miesiąc zawitają u nas ponownie myszki, ale to już inny temat… 😉

U Szynszyla: Ile kg karmy miesięcznie je takie dużo stadko? Gdzie się zaopatrujesz?

Snow: Na 3-4 miesiące starcza mi zupełnie worek 10kg versele-lagi chinchilla nature. Zazwyczaj, żeby taniej było zamawiam w internecie. Przesyłka dochodzi w przeciągu 2-3 dni 🙂 Dodatkowo daję dziewczynom sianko oraz zioła. Codziennie dostają różne smakołyki.

Szynszyle Snow 20140305_215111 1463467_692647347420488_1897218501_n
U Szynszyla: Na forum(www.forum-szynszyla.pl) pisałaś o walce z Kokcydiami, jak zauważyłaś, że coś jest nie tak? Jakie były objawy obecności pasożyta? Czy wszystkie były zarażone?

Snow: „Przygoda”, bo tak określę walkę z tym pasożytem rozpoczęła się w wakacje 2013. Zaczęło się od nagłego chudnięcia Fruzi oraz mocnych ubytków włosów u Lilki. Z początku badałam krew u Fruzi, a Lilka miała badaną skórę pod kierunkiem grzyba (owe zmiany i ubytki tak też wyglądały). Po 3 tygodniach badań, wyszło, że Fruzia ma kiepskie wyniki, a Lilka grzyba nie ma. Lekarz w takim razie zaproponował badanie kupek u dr. Ryś z Zielonej Góry. I jak się okazało, wszystkie chorują…

U Szynszyla: Jak je leczyłaś?

Snow: Długa kuracja najpierw lekami, dała efekt jedynie u 2/3 stada. Fruzia i Rózia musiały dalej przyjmować, przy czym to już antybiotyk. Kokcydia, również mogą być na wątrobie, to cięższe leczenie, ale nam się udało i laski są całkowicie zdrowe. Zbliża się nam kontrola, ale wątpię, by coś wyszło – Fruzia ładnie nam przytyła, Lilce futro nie wypada 😉

U Szynszyla: Z forum również wiem, że masz na swoim koncie cesarskie cięcie u swojej samiczki. Jak zakończyła się ta akcja?

Snow: Cesarskie cięcie u Rózi było koniecznością…

Zakupiłam Rózię i Fruzię razem- razem były też brzemienne. Fruzia urodziła w czerwcu zdrowego chłopca, a Rózia długo później zaczęła się źle czuć. Jednej nocy mało co nie rozwaliła nam klatki… Następnego dnia, pojechałam zrobić usg. Lekarka postanowiła, że trzeba wykonać cesarskie cięcie, bo w brzuchu, prócz maluchów jest również dodatkowe łożysko- operacja praktycznie uratowała samiczkę. Okazało się, że były 2 maluchy, a 3 łożyska. To dodatkowe łożysko odkleiło się i zaczęło gnić, truć samiczkę i maluchy. Dlatego też ból spowodował u niej agresję i wyżywanie się na klatce. Została wysterylizowana – gdyby trucizna poszła dalej na organizm samiczka mogłaby nie przeżyć.

Maluchy dostały sepsy… Nie przeżyły. Rózia dostała narkozę wziewną, po godzinie mogłam ją zobaczyć, maluszki były żywe, ale ona sama nie chciała ich ogrzewać. Starałam się dać malce do Fruzi, ale Fruzia ich nie chciała. Maluchy były w pełni rozwinięte, jedynie co brakowało im, to otwartych oczek. Dostałam ruchliwe maluszki, które sama dokarmiałam i ogrzewałam. Szczekały na Fruzię, ale nie przeżyły nocy 🙁

U Szynszyla: Tyle szczęścia w nieszczęściu, że udało się chociaż uratować Fruzię. Powiedz mi proszę skąd pochodzą Twoje szynszyle?

Snow: Suzie i Lilka pochodzą z Fermy. Rózia była wychowanką domowej hodowli, Fruzia była z fermy, następnie wylądowała w domowej hodowli (tej co Rózia). Zuzia jest ze sklepu zoo, ale też przechodziła z rąk do rąk (zanim do mnie trafiła przeszła przez około 4 właścicieli, u ostatniej w wieku kilku miesięcy została i od niej trafiła do mnie 🙂 ).

U Szynszyla: Dlaczego wybrałaś takie źródło?

Snow: Jeszcze nie miałam takiej wiedzy, jak kupowałam pierwsze szyle na fermie – teraz bym się nie zdecydowała na taki zakup – ze względu na częsty chów wsobny… Hodowla domowa – jak oczywiście zna się historię zwierza, to wtedy najpewniej. Polecam właśnie w tym momencie fora, gdzie można znaleźć hodowców, którzy od deski do deski piszą o swoich przypadkach. Najpewniejsze źródło 🙂

U Szynszyla: Życzę Twoim kulkom dużo zdrowia! 😉

Snow: Dziękuję !

Tu znajdziecie filmik http://youtu.be/oNPD_66MNDI Susie i Lilka

Post Author: Ola

Miłośniczka szynszyli, pasjonatka reklamy, Social Media, komunikacji i kryzysów. Od ponad 15 lat związana z tymi małymi gryzoniami, kochająca kontakt z ludźmi. Największa fanka Audioriver i polskich gór na świecie!